Ucz, ucz, ucz się polskiego!

Oj Agnieszko, tylko kto to wytrzyma?
Ja, o zgrozo, z przyjemnością.

Tylko ten brak przyszłości. Ty wiesz jak to jest.
Ty rozumiesz.


by fidzia | 2008-10-01 00:35:48 | skomentuj! (0)
Sielanka Boscha
 

Wśród kanonady na ludzi. Splugawionych uczuć krajobrazie. Twój śmiech szaleńca , idoty i mesjasza. Znasz to uczucie, Jasny? Odrywane nerwy. Siekane aksony. W każdym jądrze wybuch nicości. Jakże pozbawione finezji były średniowieczne tortury. Ty wiesz. Pamiętasz. A ja mam tylko jedno ludzkie życie. Przy wyjściu z tej skandalicznie niepełnej całości strażnik. Czerwoną ma broń. Skutki są zawsze brzeminenne. Rodzą potwory. Nowotwory. Otwory. Stad nie ma wyjścia. Wyjśc zawsze jest wiele. Prosta wybór, prosta decyzja. Nie będę krzyczeć.

Gdzieś na piasku topią się ludzie. Szklani ludzie wytopieni z piasku. Wystarczy żeby, niech to piorun strzelił.

Ja przesypuję się miarowo jak piasek mojej klepsydry. A gdyby powiesić ją na pasku?

Mam tylko jendo nieludzkie życie.

"Nie ma już nic i już nic nie spotka nas.
Nie ma w niebie naszych gwiazd, wiec po co życ?
Kolejny raz świat zatoczył z nami krąg,
wyrwał wiarę z naszych rąk, nie ma już nic.
(...)
Nie ma już nic, nie ma..."


by fidzia | 2008-05-14 12:20:36 | skomentuj! (3)
zakład dla normlanych
Znów się pali grunt

Róże płoną, spłonął las

KaRan tłumi bunt

Chociaż buntu nie ma w nas.



Tu się nie rwie szat

W ciszy, ni w godzinie złej

Tutaj każdy brat

Choć tych braci, jakby mniej.



Zanim miniesz próg

Znów ukradkiem zerkniesz w tył

Znów cię zawiódł Bóg

świat garbaty jest, jak był.



Bokiem przeszedł fart

Choć w kieszeni szczęścia grosz

światu wróżą z kart

Dante i Hieronim Bosch.



         Zakład dla normalnych

         Ostatni bastion snów

         Zakład dla normalnych

         ........Bądź zdrów.



I przez szybę z pleksiglasu

Motyle z ciepłych stron

My - wygnańcy naszych czasów

Patrzymy na nasz dom



Znowu mijasz próg

Znów ukradkiem zerkasz w tył

Znów cię zawiódł Bóg

świat garbaty jest jak był.



Znów próbujesz żyć

I dryfując z prądem rzek

Wiesz już, kiedy wyć

I dyskretnie wypluć lek.


by fidzia | 2008-04-24 09:11:33 | skomentuj! (0)
Szkic
  Beztakt Świata


Obudził ją turkot rozpędzonego pociągu. Ten sam kolaborant snu, ktory minionej nocy, zaledwie kilka godzin temu, uchronił ją od myśli, których nie chciała. Słońce musiało już wschodzić, coraz wyraźniej widziała dziurę wypaloną w siedzeniu po przeciwnej stronie. Nabrzmiałe powieki zdawały się być zbyt małe, jaby miały pęknąć pezy każdym mrugnięciu. Dużo by dała aby był to jedyny ból tego koszmarnego poranka.

Szeroko otworzyła oszronione okno. Silny wiatr smagał ją po rozpalonej od łez twarzy. Nieświadomym zwrokiem człowieka bez znaczenia wpartywała się w rozpędzone drzewa, boleśnie swiadoma swojego istnienia. Ten obłędny wir zieleni. Poźniej drogi, domy, ludzie. Ludzie, którzy się smieją. Nie zdając sobie sprawy z tego, że zawalił się czyjś świat. Ignoranci.

Stała, patrzyła,a towarzyszył jej tysiąc myśli, pozbawinych sensu. Dopiero głos konduktora, gdzieś z początku wagonu obudziła ją z tego letargu. Jedynej formy istnienia, którą była w stanie znieść. ”Konduktor, gdzie ja jestem?!, bilet! „ -ciąg zkojarzeniowy. Ale czy ona w ogóle ma bilet? Do kąd pędzi skoro i tak nie może uciec? Nerwowo poszukiwała dokumentów. Z lewej tylnej kieszeni swoich wytartych, starych jeansów wydobyła zniszczony futerał na dokumenty. Jest! Bilet z Katowic do Torunia.

Jego kupno musiało być ostatnią świadomą decyzją poprzedniego dnia. Nie pamięta jak dostarła na dworzec, kupowała bilet, i dlaczego właśnie Toruń ?! Bez znaczenia.

Trzask otwieranych drzwi, w których pojawił się niewyspany mężczyzna w wygniecionym, granatowym garniturze.

-Dzień dobry! Proszę o bilet do kontroli. - na jego twarzy pojawił się budzący sympatie uśmiech.

Jakie to ironiczne ze strony podłego losu. Nie odpowiedziała, z kamienną twarzą podała wygnieciony, pzepocony bilet. Jej reka drżałą. Była na siebie wściekła. Już nigdy nie będzie okazywała słabości!

-Dziekuję uprzejmie... - zawachał się- życzę panience miłej podróży. - zamknął za sobą drzwi.

„Niech go szlag! - przebiegło jej przez głowe - Miła podróz. Też mi...” Opadła na siedzenie. Nie była wstanie opanować rozrywającego jej wnętrzności płaczu. Drżała. Z nerwów, strachu, bólu i przenikliwego zimna panującego w przedziale. Nie była w stanie zamknać okna. Nie była w stanie się podnieść. Wszystko co było straciło sens. Każda czynność, gest.

Nie przerwany potok łez. Niczym nie zmącona cisza.

Obserwuję ją od dawna, jestem zawsze blisko. Mam ją teraz na wyciągnięcie dłoni. Na pamięć znam każdy dzień jej życia. Obserwuję ją jak tajniak . Nic nie wie od moim istnieu. Choć czasem musi mnie czuć. Kiedy nie mogę się oprzeć i w nikam w jej duszę, i patrzę na świat jej zielonymi oczami. Pociaga mnie znów...

 

**************

 


Już wiem co to znaczy rozpacz. To czas który się zatrzymał. Rozszerzone źrenice. Śmiech szaleńca. Gdy świat do okoła trwa, ale beze mnie. Nie słyszę, nie widzę, nie czuję, nie chcę rozumieć... Wczoraj to raj, dzisiaj piekło , a jutro... pojęcie przyszłości staje się abstrakcją. Nierealną, wynaturzoną fikcją. Przykrym żartem, który nie może się stać. Bo jak ? Kto podoła życiu bez nadzieji ?! Trzęsące się ręce, ściśnięty żołądek, przekrwione oczy... przerażająca pustka. Ból przekroczył swój próg - organizm wyraził ostatnią wolę - pozbawił się czucia. Bezruch, bezszans, bezskuteczna próba ratunku...

Gdyby świat miał choc trochę taktu przestałby istnieć.

 


****************

 


Witam, mam na imie Strach. Opowiam Ci TWOJĄ historię.


by fidzia | 2008-03-03 10:46:42 | skomentuj! (0)
Wygrywa szczęście, kto da więcej?


bez celu, sensu i snów
po szarość, po szarość, po szarość...

świat obudził się inny
zimny, zły, zdenerwowany.
chory.

krótki, za krótki na marzenia.

bądź jak kamień

by fidzia | 2008-02-05 11:14:22 | skomentuj! (0)
ersatz, cholera, nie życie

Zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Przeznaczenie DO. Jedni przeznaczeni są do miłości, inni do jej braku. Filmy kłamią. Przeznaczenia nie da się oszukać.

A jeśli przez moment wydaje Ci się, człowieku, przeznaczony do braku miłości żeś ją posiadł, toś szczęśliwy przez chwile, a przeklęty na wieki.



by fidzia | 2007-10-02 12:54:00 | skomentuj! (1)

dobrze, że nie zdąrzyłam napisać, że jest dpbrze.

by fidzia | 2007-09-21 13:03:49 | skomentuj! (1)


"światło jest nietrwałe, gaśnie na wietrze, zapala się od błyskawicy, trudno je uchwycić, niczym promień słońca
-a jednak warto o nie walczyć."



ja przegrałam...
by fidzia | 2007-09-07 17:32:16 | skomentuj! (0)
Nie podzielisz na dwa, no bo jak?

- Wyobraź sobie taka sytuację : podchodzi do Ciebie człowiek. Właściwie nawet nie zauważyłeś, że to zrobił. Ktoś z tłumy, który przepływa codziennie w okół nie pozostawiając w tobie śladu. Anonimowy tłum. Swoja drogą śmieszne w jakich czasach żyjemy. Nie znając najbliższego otoczenia.Czasami nawet siebie...

Jej twarz się zmieniła. Zawsze gdy mówi zdaje się być cieplejsza, rozogniona. Zmysłowa.
Teraz smutek błądził w jej zielonych oczach. Nic więcej. Przeraziło mnie to. Przepadałem wprost za jej opowieściami. Przyzwyczaiłem się do tego jak były chaotyczne, nieprzewidywalne, czasami nierealne jak bajki z dobrym zakończeniem. Były takie jak ona. Zdarzało się, że pojawiała się dygresja, po której nie wracała już do wcześniejszego tematu. Najczęściej nie było szans na powrót. Nieistotne jak prosiłem, w połowie aż zżarty z ciekawości cóż też jeszcze była w stanie wymyślić. Kiedy jednak zapadało milczenie, cisza przyprawiała mnie o dreszcze. W takich sytuacjach nie mogłem, nikt nie mógł, przewidzieć co zrobi. Zdarzało się, że zaczynała płakać. Dlugo nie pozwalała się uspokoić. Czasami tylko milczała, mliczeniem zimnym, bolesnym, wiedziałem, że cierpi. Sam nie wiem co było gorsze. Tak czy tak byłem bezradny.
To co się z nią działo było nie do zniesienia. Nie żeby mnie to denerwowało lub przeszkadzało, nie. To bezsilność doprowadzała mnie do obłedu. Na każda próbę pomocy reagowała niechęcia, czasmi wręcz agresją. Nauczyłem się wówczas po prostu być. Obserwowałem ją ze łzami w oczach, wiedząc, że nie mogę nawet ująć jej dłoni.
Kochałem ją. Jak jej nie kochać? Od pierwszego dnia. Zwariowałem na punkcie tej dziwnej istoty nie dającej się ni jak opisać. Nie wiedziała o tym. Był to temat zakazany. Nie wypowiedziane nigdy prawo było dla mnie zastanawiająco oczywiste. Zadziwiajcy był tylko mój brak buntu wobec niego.
W ciszy, która zapadła doszukiwałem się najgorszego...

- Chwila. - uśmiechnęła się, a ja poczułem się jak dziecko, które zostało niespodziewanie pochwalone. - Pamiętasz jeszcze co miałeś sobie wyobrazić?

Wprawdzie z trudem ale przypomniałem sobie. Pokiwałem głową. Znów była poważna. Wrociła do rozpoczętego tematu.

- Podchodzi do Ciebie człowiek i bez ostrzeżenia, nie masz pojęcia jak to robi, a jednak robi, zabiera Ci rekę, połowę wspomnień, wątrobę, przerzedza włosy, świat, który widzisz traci połowę barw, poruszasz się wolniej niż dotychczas, twoja wobraźnia nabiera ograniczeń, dwieki docierające do Ciebie stają się przytłumione, wspomnienia widzisz jak przez mgłę. Kiedy zostajesz sam jesteś brzydszy niż kiedykolwiek wcześniej, mniej interesujący i masz tylko jedną nerkę.

Zupełnie nie wiedziałem do czego zmierza. Wizja, którą przede mną roztoczyła odpychała mnie, poczułem obrzydzenie. Trudno określić co jeszcze. Jedno wiedziałem napewno - nie chce jej sobie wyobrazić! Nie chcę tego czuć!

- Co o tym myślisz? - patrzyła na mnie oczekując.

Jak, u diabła, miałem na to odpowiedzieć? Jakiej spodziewa się odpowiedzi? To jakiś oblęd.

- Nie masz zamiaru się odezwać? - w jej głosie wyczułem zniecierpliwienie.
- O czym Ty w ogóle mówisz? Przecież to nie możliwe! - zauważyłem, że drżą mi ręce i byłem wściekły na siebie. Przeciez to tylko słowa. Czemu doprowadziły mnie to takiego stanu? - Nie mogę sobie wyobrazić czegoś tak nierealnego!
- Tak uważasz? - głos miała spokojny jednak bez wątpienia wyczułem ironie. - to doprawdy dziwne... Ja to przeżyłam, sugerujesz, że kłamie? - Kąsała.

Nie miałem pojęcia o czym mówi. Jakie przeżycia może równać z czymś tak okrponym. Poznałem ją prawie rok temu. Razem rozpoczeliśmy trzeci rok studiów. Ja przeprowadziłem się z drugiego końca Polski. Ludzie tworzyli juz zwarta grupę. Ona trzymała się na uboczu. Zawsze rozmarzona, mówiąca obcym dla nich językiem. Szybko nawiązaliśmy kontakt. Nie potrzebowałem nikogo więcej. Na uczelni staliśmy się nierozłączni. Co o niej wiedziałem poza tym, że posiada nieograniczoną fantazję i dar, dzieki którem skupiła na sobie całą moją uwagę ? Nic. Nigdy o sobie nie mówiła.Dziwne. Dotarło to do mnie dopiero w tej chwili! Przecież mówiła cały czas... Po zajęciach zdarzało nam się pójść na kawę lub do parku tak jak teraz, ale nic więcej. Nie pozwalała się zatrzymać. Poza tymi krótkimi chwilami była nieuchwytna.
Teraz siedziała przede mną na ławce, jej rude włosy zdawały się plonąć w blasku słońca. W normlanych warunkach byłbym zachwycony. Teraz jednak oczekiwała ode mnie zrozumienia, którego nie potrafiłem w sobie znaleść. Czułem, że jest na mnie zła, albo zła w ogóle, choć może tylko rozczarowana.

- To się naprawdę zdarza. Jesteś normalnym człowiekiem, chodzisz do szkoły czy pracy, nieważne. Gdy wracasz do domu czekają na ciebie rodzice, pies merdajacy ogonem, może małżonka, chłopak czy dzieci. Oddychasz, zachwycają cię zachody słońca lub luksusowe samochody, Marzysz o wyprawie na najwyzszy szczyt świata albo o weekendzie w Krzyżach. Palnujesz stabilizacje, choć równie dobrze mogą to być przygodny rodem z powieści o odkrywcach skarbów.Oddychasz , czujes, chłoniesz świat całym soba. Jesteś mały, brzydki, gryby chudy, piekny, wesoły, smutny... - zabrakło jej tchu. - Ale jesteś ! Możesz być kimkolwiek! Zawsze jednak jesteś nosicielem. - była przejęta, gestykulowała całym ciałem, zarumieniła się. Przesadnie nawet jak na nią. - Jesteś nosicielam najpotężniejszej mocy. Uczucia zdolnego wskrzeszać i niszczyć! Niewielu z nas to w sobie odkrywa. Aby do tego doszło potrzebny jest bodziec z zewnątrz. Ktoś kto sprawi, że to przybierze formę aktywną. Dla każdego z nas, bez wyjątku, jest tylko jedna, jedna jedyna, taka osoba na świecie. Szanse, że ją spotkamy sa znikome. To się jednak zdarza! Tacy ludzie gdy już dojdzie do spotkanie oddziaływują na siebie tak samo. Działają na siebie jak magnes. Nie ważne co ich dzieli, a może się okazać, że prawie wszystko, lgną do siebie. Stają się sobą na wzajem. Mają przed sobą bardzo trudne zadanie. Za żadną cenę nie mogą się stracić! Żadną! Od momentu kiedy się przenikną w ten magiczny wręcz sposób łączy ich coś takiego czego nie można rozdzielić! Nie ma na świecie takiej siły, która temu podoła.... - W jednej chwili cały zapał, energia z niej bijąca, wszystko zniknęło. - Jeśli popełnią ten błąd, błąd niewybaczalny, jeśli stracą się z oczu... - głos jej się łamał ale widziałem jak bardzo chce mówic dalej- staną się imitacją siebie. Karykatura bez ręki.. Nie można rodzielić duszy, czy jak to chcesz nazywać, nie okaleczając jej. Można funkcjionować osobno, ale nie posunełabym się do nazwania tego życiem...

Widziałem jak łzy napływaja jej do oczu ale była silna. Nie pozwoliła sobie na płacz. Po chwili odwróciła twarz w drugą stronę dając mi chwilę na zastanowienie. Wszystko o czym mówiła stało się dla mnie faktem. Prawie mogłem tego dotknąć. Tak jakbym od zawsze o tym wiedział ale za wszelką cenę wypierał ze świadomości. Nutrowała mnie jeszcze jedna rzecz...

- Ta osoba... - głos miałem niepewny ale brnąłem dalej. - która staje się swego rodzaju żywym zapalnikem naszej siły... to ta sama ktora przychodzi z tłumu aby zabrać nam polowe siebie?
- Oj, nie! - jestem prawie pewny, że się uśmiechnęła. Pokiwała głową jakby usłyszała jedno z seri pytań sześciolatka. - Ten, który wyłania się z tłumu to rozstanie, najgorsze wyjście. Zreszta, w ogóle, żadne wyjście. Skazanie się na agonie o przedłużonym działaniu.
- Pewnie nie chcesz o tym rozmawiać.. - zacząłem obawiając się trudnego, niebezpiecznego tematu. Szybko mi przerwała.
- Gdybym nie chciała, nie wspomniała bym o tym.
Fakt. Przeżyłaś coś takiego prawda? Ktoś to w tobie obudził, wyzwolił w tobie coś tak niezwykłego..

Skineła tylko głową, a po jej policzku spłynęła łza.

- Sama myśl o tym uczuciu mnie przeraża. Warto kochać tak bardzo by ryzykować możliwości cierpienia, które widzę w twoich oczach?
- Oczywiście, że wato! Za nic nie oddałabym tych dwóch lat. Jak wielu z nas może powiedzieć : „Byłam/byłem szczęśliwy!” ?? Choć przez chwilę. Przy tym nie naginając prawdy. Sam przyznaj ? - nie czekała na odpowiedź, była pewna – Ja mogę. Niestety popełniłam błąd niewybaczalny, a teraz pokutuję. Takie są zasady. Minęły już cztery lata...
- Musiał szaleć na Twoim punkcie.. - zastanawiałem się jak jakiś facet mógł zrezygnować z takiej dziewczyny. Co mogło się przydarzyć aby rozłączyć ją i jej wybranka, w niej nadal płoneła miłość...
-To ja zwariowałam na jej punkcie. Szaleję do dzisiaj... Może nawet szalęństwo mnie zgubiło.- wstała i niespiesząc się odeszła.

Nie poszedłem za nią. Wiedziałem, że tak musi być. Zanim dotarło do mnie znaczenie jej ostatnich słów była już daleko. Jej cień majaczył gdzieś między drzewami. Zostawiła bez odpowiedzi tyle pytań.
Wtedy widziałem ja po raz ostatni.



***


Nikt ze znajomych nie wiedział co się z nią stało. Plotki krążyły różne. Bo kto przerywa studia na rok przed obroną pracy magisterskiej ? Zwłaszcze kiedy jest takim pasjonatem...
Przez jakiś chcas chciałem ją odnaleźć. W dzieknacie jednak nie udzielono mi żadnych informacji na jej temat. Innego źródła wiedzy nie miałem. Zbyt popularne nazwisko, niewyszukane imię. Tak drestycznie kontrastujące z jego posiadaczką.
Jednego byłem pewien. Gdziekolwiek była, ktokolwiek ją spotkał widział w niej miłość. Żywą i rozdzierającą. Zmarnowaną w sposób niewybaczalny. Może tak jak nie potrafiła pozwolić mi się poznać, nie potrafiła jej okazać. Szaleństwo bywa zgune...



by fidzia | 2007-09-07 02:15:11 | skomentuj! (2)

-Panie doktorze!
-Tak?
-Doktorze...
-Słucham...?
-Ja... gotowa jestem wyznać swoje grzech.
-Słucham?! Jestem tylko doktorem!
-Niech pan mi nie przerywa! Musze! Tu.. i teraz.Nie.. Teraz! Obojętnie gdzie! Niech pan zapisuje i potem pójdzie z tym do księdza, a rozgrzeszenie wyślijcie mi pocztą! Niech pan zatka uszy i śpiewa! Na miłość boską, coż pan robi taką minę?! Niech pan w ostateczności robi co chce tylko pozwoli mi mówić.

Ten głos...obrzydzenie. Podeszła do mnie. Położyła opuszki swoich długich i przerażająco chudych palców na moich ustach. Jakie one były zimne! Dreszcz znokałtował mnie. Nie zareagowałem. Objeła panowanie nad sytuacją. Zapanowała nade mną. Mój gabinet mnie zdradził.

-Chce opowiedzieć panu historie mojego życia. Przecież o to chodziło od początku. Sam się pan prosił. Ostrzegałam. Teraz zachowuję się pan jak gówniarz. Jesteś gówniarzem, wiesz? Przez ostatnie tygodnie żyłeś w niepewności. Tajemnica pociąga. Przed zaśnięciem wyobrażełeś sobie co też mogę przed tobą ukrywać. Planowałeś jak to korzystając ze swych niezaprzeczalnych talentów, które wmówili Ci na tej waszej, pożal się bożę, uczelni, zgłebisz moje myśli i uratujesz od zgubnego losu... Teraz masz szanse. Stoje przed toba, w twoje twierdzy, gotowa wyznać ci wszystkie grzechy , a ty... boisz się tego co uslyszysz. Rozczaruję cie, czy przerosne oczekiwania i sobie nie poradzisz? Najgorszy koszmar grzecznego chłopca...

Złapała mnie mocno za kark.Zbliżyła swoje wrgi do mego ucha jak namiętna kochanka , która chce szeptać swemu partnerowi slowa zbyt odważne by wypowiedzieć je patrząc w oczy. Westchneła. Tylko...
Wiedziała o mnie więcej niż ja o niej. Moje studia, tytuły, nagrody.. wszystko wydało mi się śmieszne. Bałem się. Naprwdę się bałem. Podrecznikowa wiedze nie podsuneła żadnego rozwiązania. Nawet niewyraznej podpowiedzi. Bałem się jednak nie tylko o to, że nie wiem jak jej pomóc.
Od czterech tygodni i pięciu dni widywałem ją regularnie. Cześciej niż tego chciała. Rzadziej niż byłem w stanie to znieść. Każda sesja wyglądała tak samo. Półtorej godziny moich pytań brzmiących jak natrętna mantra i cisza zamiast odpowiedzi. Za każdym razem z nadzieją, po piętnastu minutach wiedziałem, że znów poległem. Za każdym razem większą przyjemność sprawiało mi oglądanie jej ciała. Znałem doskonale linie jej szyi, zagłębienie poniżej kciuka, powstające gdy nerwowo zaciskała ręce, bezkres pustego, obojętnego spojrzenia, którym okazywała mi najwiekszą pogarde.Stała się bliska. Jakby moja własna. Bałem się bardzo.
Odsuneła się tak szybko jak podeszła. Poczułem ulgę i potworne rozczarowanie. Nie zauważyłem kiedy usiadła na fotelu pod oknem. Probowałem odgadnąć co obserwuje gdyż jej twarz wyrażała zainteresowanie i zdziwienie. Nie obserwowała nic. Patrzyła przed siebie.

-Co tu robię, co robię...- nie mówiła , łkała - robię tu. Tu nic... Tyle tyle tam. Nic, teraz nic. Nic... - trwało to chwilę. Uspokoiła się. Nadal nieobserwując.

Dotarło do mnie jak zachwouję się od dłuższej chwili. Pozwoliłem mowić, rządzić, płakać, uciekać. Wszystko bez najmniejszej reakcji. Już chciałem przerwać ten trans. Zareagować. Zrobić to co do mnie należało. Wszystko naprawić.

-Urodziłam się 20 lat temu. To bardzo dawno. 20 lat płynie wolno, czas się dłuży... - głos miała odmieniony. Był ochrypły, ale odurzająco kojący.Nie skażony obrzydzeniem. Taki mogła miec nacodzień. Do tej pory słyszałem tylko jak wypowiada swoje nazwizko. Nazwisko, które powtarzałem każdej nocy. Zapragnąłem znów je usłyszeć.
-Kim jestes?!
-Nikim.
-...
-... Chcesz? Opowiem Ci jak to jest...
by fidzia | 2007-09-05 00:37:34 | skomentuj! (2)
Nie, nie to nie będzie krzyk...


RATUNKU!!!



by fidzia | 2007-09-04 23:28:07 | skomentuj! (0)

Smród palonego materiału.
Papierosa nie trzyma się w roztrzęsionych dłoniach.
Tego się nie robi.
Wiem. Doskonale wiem, że nie lubisz gdy moje włosy pachną dymem. Dlatego szybko strzepuję popiół z sukienki...i zaciągam się mocniej. Jeszcze raz. I znów. To co, z tego, że nie lubisz?! Co ?!Czy choćraz usłyszałam pytanie co ja lubię?! Ostatni raz i...... odrarzajcy smak filtra. Najtrudniej powiedzieć komu na złość.
Złość. Załość. Prawie to samo.A dziura w sukience zostanie. W zielonej sukience, którą tak lubisz.Tak, lubisz.Bardziej niż mnie kochasz.Papierosa nie trzyma się w niekochanych dłoniach. TO kończy się dziurą. Nie, nie w sukience.

by fidzia | 2007-06-08 20:13:21 | skomentuj! (3)
Dla Ciebie...

Mam na imię Paulina. Rzuciłam świat żeby nadal móc kochać... Dryfuje po nieznanym z własnym ciałem jak wrogiem, którego oddech zawsze czuję na karku...

by fidzia | 2007-01-31 23:46:35 | skomentuj! (0)
Przypomniało się
O poranku budzi mnie chłód i zapach wschodzącego słońca. Mocno zamykam oczy. Nie chcę zobaczyć pustego miejsca obok mnie. Zasłuchuję się w ptasią rozbudzankę. Zapamiętuję sny. Jakbym wierzyła, że to pomoże im się spełnić. Wyobrażam sobie Twoja twarz na mojej zmęczonej poduszcze. Twój miarowy oddech i kojący rytm serca. Czułą myślą pieszczę Twój obraz. Kształt Twoich ust. Spod zaciskanych ze wszystkich sił powiek spływają łzy.

W pośpiechu łapię smycz i wyprowadzam na spacer pokaleczone myśli. Psa biorę przy okazji. Rosa łasi mi się do stóp. Wiatr wplata we włosy. Ogarnia mnie cisza. To w niej i z niej rodzą się pragnienia. Otwieram oczy i widzę świat stworzony tylko po to by móc w nim spotkać Ciebie. By spełniały się sny. Wychodzę Tobie i im na przeciw.

Zatracam się w Twoim uśmiechu. Szukam swojego odbicia w Twoich oczach. Czuję Twoj oddech na spragnionych wargach. Opuszkami palców dotykam Twojej rozpalonej skóry. Twoje dłonie, usta... przenika mnie dreszcz. Twoj smak i zapach są jak narkotyk. Uwielbiam Tobą pachnieć. Tobą pachnie szczęście.

W objęciach deszczu wracam do mej intymności. Znienawidzonego ze sobą sam na sam.

Późnym wieczoram otulam się kołdrą. Pokój wypałnia ciemność i strach. Że jesteś tylko wytworem mej wyobraźni. Znów zaciskam mocno powieki. Czuję Twoją obecność. Bicie Twego serca kołysze mnie do snu. Zasypiam bezpieczna.


Nadal tak aktualne...
by fidzia | 2007-01-31 23:40:05 | skomentuj! (1)
...utkam nowe marzenie....

pozwól mi znów marzyć o tym co ma być. pozwól by me sny spełniały się jak dawniej i by zniknął cały strach.
zaufaj mi, a wymarze nasze szczescie, takie pełene by już niczego nie było brak, niczego żał ,niczego wstyd...

...utkam nowe marzenie, odpłyniemy w nim znów...


by fidzia | 2006-12-10 21:08:08 | skomentuj! (0)
ZNIKAM

bądź szczęśliwa...
by fidzia | 2006-11-02 12:08:34 | skomentuj! (4)
Nikt nie chce znać smaku łez.

...bo to wszystko nie tak, nie tak, nie tak...

W próżnie się udaję. Tesknić za Tobą po cichu. Znosić pożar duszy i ocean łez. Moja samotność musi dać się pokonać. Jak czas, jak los, jak świat...
Ze smutkiem jak z kotem na kolanach odchodzę by być bliżej. Mimo, że nie rozumiesz. Mimo, że nie umiem znieść.
Boję się, że zgubiłam trop.

...miał być raj, miał być cud i ćwiartka na popicie...

Ból, który powinien zabijać okazał się tchórzem!

by fidzia | 2006-09-29 23:29:12 | skomentuj! (1)
bardzo bardzo inaczej

Mam na imie Paulina. W 2006 roku zdałam maturę oraz zakończyłam edukację w szkole średniej. Obecniej jestem studentką pierwszego roku Medycyny Weterynaryjnej we Wrocławiu.
(tak o to właśnie zakończył się najpiekniejszy okres w moim życiu)
Jestem uzależniona od miłości.

by fidzia | 2006-09-17 18:06:59 | skomentuj! (4)
Zniknęłam.

Nie ma mnie. Dla nikogo.
Niczego od niekogo nie oczekuję.


Dzielą nas miliardy świetlnych lat.




by fidzia | 2006-06-05 23:23:57 | skomentuj! (5)


źle zimno pusto.

zabierz mnie stąd i schowaj w swoich ramoinach w swojej czułości

ja się boję. ja krzyczę.
spalam się

nie pozwól mnie skrzywdzić

by fidzia | 2006-05-18 23:33:24 | skomentuj! (1)
Obcy mur z obcym murem graniczy.

Tam gdzie miał stać mój dom rośnie już zielona trawa.
Ziemie ktoś murem na dwoje podzielił.
Nie tam Twój słychać śmiech.

by fidzia | 2006-05-10 22:21:47 | skomentuj! (1)
Przyjdź.

Od wczoraj boję się ciemności.
Gdy zapada zmrok z samotności zjawia się. Wchodzi wulgarnie, po swojemu. Pachnie potem i piwem. Jego oddech porównywalny do krzyku. Niewidoczny, jak ból. Jak ból- intensywnie zbyt zaznacza swoją obecność. W pułapce, pod własnymi powiekami, nie mam dokąd uciec.
Słony smak słodkich łez, skazitelnie gorzki się stał.
Ze skazą na duszy przez noc. Co noc w noc jak w strach ze strachem w oczach. A po nocy przychodzi noc. A po nocy przychodzi obłęd. A po nocy przyjdź.
Od wczoraj boję się ciemności.
Od wczoraj minęło osiem lat.

by fidzia | 2006-05-07 10:25:09 | skomentuj! (2)
Wieczorem na łące też jest zielono...

-Niesłychane. Zupełnie niesłychane.
-Nie... nie rozumiem.
-Czy to wszystko przydarzyło się naprawdę?!
-Tak. Doprawdy nie rozumiem o co Panu chodzi?
-Jest Pani pewna, że to była miłość?
-Już Panu mówiłam: niebotyczna, lawendowa miłość z dodatkiem lodów, o smaku szczęścia, z bakaliami...

Pacjętka ma halucynację i popada w ciężką paranoję. Podejrzewa się,że wyimaginowane(jak udowodniono nakowo niestniejące) uczucie jest skutkiem ubocznym złej diety i złego prowadzenia się. Może być niebezpieczna i szerzyć herezję. Podczas terapii poleca się ostrożność i stosowanie stoperów.

-Mam tylko jeszcze jedno pytanie. Zupełnie prywatnie... Czy Pani uważa, że to nie mineło? Że trwa?
-To też już Panu tłumaczyłam. NA ZAWSZE. -w kaftanie, ze związanymi rekawami i miłościa w oczach wraca do szpitalnej sali.

***

Bo ja wierzę w to co niemożliwe.
Bo kocham Cię nieprzytomnie...


by fidzia | 2006-03-28 22:47:04 | skomentuj! (2)
Bo musi być.

Zabiorę ze sobą Twój strach,
Na drugą stronę powiek.
W marzeniach zgubię go
I obie nas wyzwolę.

Nie bójmy się dotykać dna.
W jego jasnym cieniu
Wpadniemy znowu w życia szał,
Oddamy się spełnieniu.
by fidzia | 2006-02-25 22:21:13 | skomentuj! (1)
Bo dobrze mi bardzo tak.

Kiedy to było?
Że czas nie był zły,
Że żyli ludzie,
Byli szczęśliwi-
Ludzie tacy jak my.

Świty witane
Śpiewem słowiczym,
Żegnane szeptem Twym.
Wieczory wspólne i zakochane,
A my zagubieni w tym.

Przyszłość widziana
W takich kolorach
Pozwala przetrwać, być.
Niczego więcej w życiu nie szukać.
Na Ciebie czekać i śnić.

by fidzia | 2006-02-22 21:06:57 | skomentuj! (0)


-Jak to jest być do niczego?
-Chcesz, mogę Ci opowiedzieć...

by fidzia | 2006-02-14 21:09:30 | skomentuj! (6)
Tytułu nie ma.

Niepokojem powszednim karmieni,
tak ku sobie spieszymy bez tchu,
po drodze zwątpień, poświęceń kamieni,
potykamy się w walce o ruch.
Tak trwamy bezradni bez siebie
z nadzieją, że może, że już.
Wierzymy, że będzie ciut lepiej,
gdy będziemy przy sobie, tuż.
Potem razem, we dwoje, statecznie-
na wakacjach i w Pile, i w Krzyżach.
Wątpimy w swą miłość odwieczną,
zabijamy nadzieję na przyjaźń.
Bo tak łatwo pokochać, polubić,
niebotyczne wyznawać uczucia.
Potem miłość i wiarę tą zgubić
w codzienności złego przeczucia.

by fidzia | 2006-02-11 19:30:45 | skomentuj! (3)
...Ja nie chcę wiele- Ciebie i zieleń i żeby sercu było bezpiecznie...

(...)
- Czy te krzyki w nocy, ... czy to z powodu koszmarów?
-Nie... Nie, nie, nie! To krzyczy Miłość! Tak, Miłość...
-Chyba nie rozumiem. Miłość ? Jaka miłość? I, na litość boską, czemu ona krzyczy?!
-Idealna Miłóść. Krzycz bo została zamknięta.
-...
-Zamknięta we mnie...
(...)
by fidzia | 2006-02-11 13:29:46 | skomentuj! (4)
"Jestem zupełnie przytomny..."

Za dużo nieprzespanych nocy.
Za dużo bolesnych myśli.
Za mało nadzieji.
Za mało wiary w marzenia.

Za mało mnie.

Ale to już było. KROP.

Teraz wracam do moich łąk pełnych snów i motyli. Chcę czuć motylę. Chcę czuć lawendę. Tonąć w Tobie, szaleństwie i miłości. Zachłysnąć się i zatonąć. Żeby nikt mnie nie znalazł...

"Jesteś Jedyna. Ta chwila jest jedyna. Nie wróci nigdy, jak wszystko. Raz tylko się istnieje i musi spełnić się wszystko, co spełnić się miało. Inaczej jest to zbrodnia zatrówająca swoim jadem nieskończenia. Pocałuj mnie. Ja nie śmiem..."

W Tobie, z Tobą. Zniknąć. Całemu światu.

"Ty mi dałaś siłę do pokonania wszystkiego..."
Nawet mojej własnej beznadziejności. Dziekuję.

Już zupełnie przytomna, dzięki Tobie, biegnę po nasze szczęście. Po drodzę zgubię nasz lęk...

by fidzia | 2006-01-23 21:37:51 | skomentuj! (6)
Strach ma wielkie oczy i niskie czoło.

Noc, dzień, noc, dzień -- z zatartą granicą snu.
Śnieg, szaro, przykro. Styczeń jako początek i ... Początek pachnący strachem. Zegar tyka żałośnie i beznamiętnie. Intonuje ciche "bli-żej, bli-żej..." Na małych skrawkach papieru pojawiają się niezrozumiałe cyferki. Jak małe symbole śmierci. Świat oddycha jednogłośnie, nie zauważa poległych oddechów. Zagłusza ciche skamlenie o pomoc. Era silniejszych.

Noc, dzień, noc, dzień -- pomiędzy jawą i snem.
Bezkrwawa walka zajmuje mnie. Znad kosy uśmiecha się los. Ironicznie, dobrodusznie, pociągająco. Głaszcze moją dłoń. Jeszcze nie podjął decyzji... Ból umacnia mnie w postanowieniu. Cholernie trudny charakter mam. Miłość jak środek przeciwbólowy pozwala mi trwać. Zakochane , nieświadome serce marzy... A do marzeń się dąży. Za wszelką cenę.


I tylko w samym środku nocy zimny strachu dreszcz nie daje mi spać. Samotność i mrok potęgują uczucie przerażenia. Jak w nic, w siebie zapadam się. Jakby kończył się sen.


Siądź z tamtym mężczyzną
twarzą w twarz,
kiedy mnie już nie będzie.
Spalcie w kominie
moje buty i płaszcz,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie oszukuj mile
uśmiechem, słowem, gestem,
dopóki jestem, dopóki jestem...

Dziel z tamtym mężczyzną
chleb na pół,
kiedy mnie już nie będzie,
kupcie firanki, jakąś lampę i stół,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie zabawiaj smutnie
uśmiechem, słowem, gestem,
dopóki jestem, dopóki jestem...

Płyń z tamtym mężczyzną
w górę rzek,
kiedy mnie już nie będzie,
znajdźcie polanę, smukłą sosnę i brzeg,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie wspominaj wdzięcznie,
że mało tak się śniłem,
a przecież byłem, no przecież byłem...

Po cichutku nucona dotąd piosenka. Czas nadał jej sens.

by fidzia | 2006-01-14 22:07:55 | skomentuj! (5)

 

Designed by Nesca 2004

szablon-nesca

 

Ucz, ucz, ucz się polskiego!

Oj Agnieszko, tylko kto to wytrzyma?
Ja, o zgrozo, z przyjemnością.

Tylko ten brak przyszłości. Ty wiesz jak to jest.
Ty rozumiesz.


by fidzia | 2008-10-01 00:35:48 | skomentuj! (0)
Sielanka Boscha
 

Wśród kanonady na ludzi. Splugawionych uczuć krajobrazie. Twój śmiech szaleńca , idoty i mesjasza. Znasz to uczucie, Jasny? Odrywane nerwy. Siekane aksony. W każdym jądrze wybuch nicości. Jakże pozbawione finezji były średniowieczne tortury. Ty wiesz. Pamiętasz. A ja mam tylko jedno ludzkie życie. Przy wyjściu z tej skandalicznie niepełnej całości strażnik. Czerwoną ma broń. Skutki są zawsze brzeminenne. Rodzą potwory. Nowotwory. Otwory. Stad nie ma wyjścia. Wyjśc zawsze jest wiele. Prosta wybór, prosta decyzja. Nie będę krzyczeć.

Gdzieś na piasku topią się ludzie. Szklani ludzie wytopieni z piasku. Wystarczy żeby, niech to piorun strzelił.

Ja przesypuję się miarowo jak piasek mojej klepsydry. A gdyby powiesić ją na pasku?

Mam tylko jendo nieludzkie życie.

"Nie ma już nic i już nic nie spotka nas.
Nie ma w niebie naszych gwiazd, wiec po co życ?
Kolejny raz świat zatoczył z nami krąg,
wyrwał wiarę z naszych rąk, nie ma już nic.
(...)
Nie ma już nic, nie ma..."


by fidzia | 2008-05-14 12:20:36 | skomentuj! (3)
zakład dla normlanych
Znów się pali grunt

Róże płoną, spłonął las

KaRan tłumi bunt

Chociaż buntu nie ma w nas.



Tu się nie rwie szat

W ciszy, ni w godzinie złej

Tutaj każdy brat

Choć tych braci, jakby mniej.



Zanim miniesz próg

Znów ukradkiem zerkniesz w tył

Znów cię zawiódł Bóg

świat garbaty jest, jak był.



Bokiem przeszedł fart

Choć w kieszeni szczęścia grosz

światu wróżą z kart

Dante i Hieronim Bosch.



         Zakład dla normalnych

         Ostatni bastion snów

         Zakład dla normalnych

         ........Bądź zdrów.



I przez szybę z pleksiglasu

Motyle z ciepłych stron

My - wygnańcy naszych czasów

Patrzymy na nasz dom



Znowu mijasz próg

Znów ukradkiem zerkasz w tył

Znów cię zawiódł Bóg

świat garbaty jest jak był.



Znów próbujesz żyć

I dryfując z prądem rzek

Wiesz już, kiedy wyć

I dyskretnie wypluć lek.


by fidzia | 2008-04-24 09:11:33 | skomentuj! (0)
Szkic
  Beztakt Świata


Obudził ją turkot rozpędzonego pociągu. Ten sam kolaborant snu, ktory minionej nocy, zaledwie kilka godzin temu, uchronił ją od myśli, których nie chciała. Słońce musiało już wschodzić, coraz wyraźniej widziała dziurę wypaloną w siedzeniu po przeciwnej stronie. Nabrzmiałe powieki zdawały się być zbyt małe, jaby miały pęknąć pezy każdym mrugnięciu. Dużo by dała aby był to jedyny ból tego koszmarnego poranka.

Szeroko otworzyła oszronione okno. Silny wiatr smagał ją po rozpalonej od łez twarzy. Nieświadomym zwrokiem człowieka bez znaczenia wpartywała się w rozpędzone drzewa, boleśnie swiadoma swojego istnienia. Ten obłędny wir zieleni. Poźniej drogi, domy, ludzie. Ludzie, którzy się smieją. Nie zdając sobie sprawy z tego, że zawalił się czyjś świat. Ignoranci.

Stała, patrzyła,a towarzyszył jej tysiąc myśli, pozbawinych sensu. Dopiero głos konduktora, gdzieś z początku wagonu obudziła ją z tego letargu. Jedynej formy istnienia, którą była w stanie znieść. ”Konduktor, gdzie ja jestem?!, bilet! „ -ciąg zkojarzeniowy. Ale czy ona w ogóle ma bilet? Do kąd pędzi skoro i tak nie może uciec? Nerwowo poszukiwała dokumentów. Z lewej tylnej kieszeni swoich wytartych, starych jeansów wydobyła zniszczony futerał na dokumenty. Jest! Bilet z Katowic do Torunia.

Jego kupno musiało być ostatnią świadomą decyzją poprzedniego dnia. Nie pamięta jak dostarła na dworzec, kupowała bilet, i dlaczego właśnie Toruń ?! Bez znaczenia.

Trzask otwieranych drzwi, w których pojawił się niewyspany mężczyzna w wygniecionym, granatowym garniturze.

-Dzień dobry! Proszę o bilet do kontroli. - na jego twarzy pojawił się budzący sympatie uśmiech.

Jakie to ironiczne ze strony podłego losu. Nie odpowiedziała, z kamienną twarzą podała wygnieciony, pzepocony bilet. Jej reka drżałą. Była na siebie wściekła. Już nigdy nie będzie okazywała słabości!

-Dziekuję uprzejmie... - zawachał się- życzę panience miłej podróży. - zamknął za sobą drzwi.

„Niech go szlag! - przebiegło jej przez głowe - Miła podróz. Też mi...” Opadła na siedzenie. Nie była wstanie opanować rozrywającego jej wnętrzności płaczu. Drżała. Z nerwów, strachu, bólu i przenikliwego zimna panującego w przedziale. Nie była w stanie zamknać okna. Nie była w stanie się podnieść. Wszystko co było straciło sens. Każda czynność, gest.

Nie przerwany potok łez. Niczym nie zmącona cisza.

Obserwuję ją od dawna, jestem zawsze blisko. Mam ją teraz na wyciągnięcie dłoni. Na pamięć znam każdy dzień jej życia. Obserwuję ją jak tajniak . Nic nie wie od moim istnieu. Choć czasem musi mnie czuć. Kiedy nie mogę się oprzeć i w nikam w jej duszę, i patrzę na świat jej zielonymi oczami. Pociaga mnie znów...

 

**************

 


Już wiem co to znaczy rozpacz. To czas który się zatrzymał. Rozszerzone źrenice. Śmiech szaleńca. Gdy świat do okoła trwa, ale beze mnie. Nie słyszę, nie widzę, nie czuję, nie chcę rozumieć... Wczoraj to raj, dzisiaj piekło , a jutro... pojęcie przyszłości staje się abstrakcją. Nierealną, wynaturzoną fikcją. Przykrym żartem, który nie może się stać. Bo jak ? Kto podoła życiu bez nadzieji ?! Trzęsące się ręce, ściśnięty żołądek, przekrwione oczy... przerażająca pustka. Ból przekroczył swój próg - organizm wyraził ostatnią wolę - pozbawił się czucia. Bezruch, bezszans, bezskuteczna próba ratunku...

Gdyby świat miał choc trochę taktu przestałby istnieć.

 


****************

 


Witam, mam na imie Strach. Opowiam Ci TWOJĄ historię.


by fidzia | 2008-03-03 10:46:42 | skomentuj! (0)
Wygrywa szczęście, kto da więcej?


bez celu, sensu i snów
po szarość, po szarość, po szarość...

świat obudził się inny
zimny, zły, zdenerwowany.
chory.

krótki, za krótki na marzenia.

bądź jak kamień

by fidzia | 2008-02-05 11:14:22 | skomentuj! (0)
ersatz, cholera, nie życie

Zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Przeznaczenie DO. Jedni przeznaczeni są do miłości, inni do jej braku. Filmy kłamią. Przeznaczenia nie da się oszukać.

A jeśli przez moment wydaje Ci się, człowieku, przeznaczony do braku miłości żeś ją posiadł, toś szczęśliwy przez chwile, a przeklęty na wieki.



by fidzia | 2007-10-02 12:54:00 | skomentuj! (1)

dobrze, że nie zdąrzyłam napisać, że jest dpbrze.

by fidzia | 2007-09-21 13:03:49 | skomentuj! (1)


"światło jest nietrwałe, gaśnie na wietrze, zapala się od błyskawicy, trudno je uchwycić, niczym promień słońca
-a jednak warto o nie walczyć."



ja przegrałam...
by fidzia | 2007-09-07 17:32:16 | skomentuj! (0)
Nie podzielisz na dwa, no bo jak?

- Wyobraź sobie taka sytuację : podchodzi do Ciebie człowiek. Właściwie nawet nie zauważyłeś, że to zrobił. Ktoś z tłumy, który przepływa codziennie w okół nie pozostawiając w tobie śladu. Anonimowy tłum. Swoja drogą śmieszne w jakich czasach żyjemy. Nie znając najbliższego otoczenia.Czasami nawet siebie...

Jej twarz się zmieniła. Zawsze gdy mówi zdaje się być cieplejsza, rozogniona. Zmysłowa.
Teraz smutek błądził w jej zielonych oczach. Nic więcej. Przeraziło mnie to. Przepadałem wprost za jej opowieściami. Przyzwyczaiłem się do tego jak były chaotyczne, nieprzewidywalne, czasami nierealne jak bajki z dobrym zakończeniem. Były takie jak ona. Zdarzało się, że pojawiała się dygresja, po której nie wracała już do wcześniejszego tematu. Najczęściej nie było szans na powrót. Nieistotne jak prosiłem, w połowie aż zżarty z ciekawości cóż też jeszcze była w stanie wymyślić. Kiedy jednak zapadało milczenie, cisza przyprawiała mnie o dreszcze. W takich sytuacjach nie mogłem, nikt nie mógł, przewidzieć co zrobi. Zdarzało się, że zaczynała płakać. Dlugo nie pozwalała się uspokoić. Czasami tylko milczała, mliczeniem zimnym, bolesnym, wiedziałem, że cierpi. Sam nie wiem co było gorsze. Tak czy tak byłem bezradny.
To co się z nią działo było nie do zniesienia. Nie żeby mnie to denerwowało lub przeszkadzało, nie. To bezsilność doprowadzała mnie do obłedu. Na każda próbę pomocy reagowała niechęcia, czasmi wręcz agresją. Nauczyłem się wówczas po prostu być. Obserwowałem ją ze łzami w oczach, wiedząc, że nie mogę nawet ująć jej dłoni.
Kochałem ją. Jak jej nie kochać? Od pierwszego dnia. Zwariowałem na punkcie tej dziwnej istoty nie dającej się ni jak opisać. Nie wiedziała o tym. Był to temat zakazany. Nie wypowiedziane nigdy prawo było dla mnie zastanawiająco oczywiste. Zadziwiajcy był tylko mój brak buntu wobec niego.
W ciszy, która zapadła doszukiwałem się najgorszego...

- Chwila. - uśmiechnęła się, a ja poczułem się jak dziecko, które zostało niespodziewanie pochwalone. - Pamiętasz jeszcze co miałeś sobie wyobrazić?

Wprawdzie z trudem ale przypomniałem sobie. Pokiwałem głową. Znów była poważna. Wrociła do rozpoczętego tematu.

- Podchodzi do Ciebie człowiek i bez ostrzeżenia, nie masz pojęcia jak to robi, a jednak robi, zabiera Ci rekę, połowę wspomnień, wątrobę, przerzedza włosy, świat, który widzisz traci połowę barw, poruszasz się wolniej niż dotychczas, twoja wobraźnia nabiera ograniczeń, dwieki docierające do Ciebie stają się przytłumione, wspomnienia widzisz jak przez mgłę. Kiedy zostajesz sam jesteś brzydszy niż kiedykolwiek wcześniej, mniej interesujący i masz tylko jedną nerkę.

Zupełnie nie wiedziałem do czego zmierza. Wizja, którą przede mną roztoczyła odpychała mnie, poczułem obrzydzenie. Trudno określić co jeszcze. Jedno wiedziałem napewno - nie chce jej sobie wyobrazić! Nie chcę tego czuć!

- Co o tym myślisz? - patrzyła na mnie oczekując.

Jak, u diabła, miałem na to odpowiedzieć? Jakiej spodziewa się odpowiedzi? To jakiś oblęd.

- Nie masz zamiaru się odezwać? - w jej głosie wyczułem zniecierpliwienie.
- O czym Ty w ogóle mówisz? Przecież to nie możliwe! - zauważyłem, że drżą mi ręce i byłem wściekły na siebie. Przeciez to tylko słowa. Czemu doprowadziły mnie to takiego stanu? - Nie mogę sobie wyobrazić czegoś tak nierealnego!
- Tak uważasz? - głos miała spokojny jednak bez wątpienia wyczułem ironie. - to doprawdy dziwne... Ja to przeżyłam, sugerujesz, że kłamie? - Kąsała.

Nie miałem pojęcia o czym mówi. Jakie przeżycia może równać z czymś tak okrponym. Poznałem ją prawie rok temu. Razem rozpoczeliśmy trzeci rok studiów. Ja przeprowadziłem się z drugiego końca Polski. Ludzie tworzyli juz zwarta grupę. Ona trzymała się na uboczu. Zawsze rozmarzona, mówiąca obcym dla nich językiem. Szybko nawiązaliśmy kontakt. Nie potrzebowałem nikogo więcej. Na uczelni staliśmy się nierozłączni. Co o niej wiedziałem poza tym, że posiada nieograniczoną fantazję i dar, dzieki którem skupiła na sobie całą moją uwagę ? Nic. Nigdy o sobie nie mówiła.Dziwne. Dotarło to do mnie dopiero w tej chwili! Przecież mówiła cały czas... Po zajęciach zdarzało nam się pójść na kawę lub do parku tak jak teraz, ale nic więcej. Nie pozwalała się zatrzymać. Poza tymi krótkimi chwilami była nieuchwytna.
Teraz siedziała przede mną na ławce, jej rude włosy zdawały się plonąć w blasku słońca. W normlanych warunkach byłbym zachwycony. Teraz jednak oczekiwała ode mnie zrozumienia, którego nie potrafiłem w sobie znaleść. Czułem, że jest na mnie zła, albo zła w ogóle, choć może tylko rozczarowana.

- To się naprawdę zdarza. Jesteś normalnym człowiekiem, chodzisz do szkoły czy pracy, nieważne. Gdy wracasz do domu czekają na ciebie rodzice, pies merdajacy ogonem, może małżonka, chłopak czy dzieci. Oddychasz, zachwycają cię zachody słońca lub luksusowe samochody, Marzysz o wyprawie na najwyzszy szczyt świata albo o weekendzie w Krzyżach. Palnujesz stabilizacje, choć równie dobrze mogą to być przygodny rodem z powieści o odkrywcach skarbów.Oddychasz , czujes, chłoniesz świat całym soba. Jesteś mały, brzydki, gryby chudy, piekny, wesoły, smutny... - zabrakło jej tchu. - Ale jesteś ! Możesz być kimkolwiek! Zawsze jednak jesteś nosicielem. - była przejęta, gestykulowała całym ciałem, zarumieniła się. Przesadnie nawet jak na nią. - Jesteś nosicielam najpotężniejszej mocy. Uczucia zdolnego wskrzeszać i niszczyć! Niewielu z nas to w sobie odkrywa. Aby do tego doszło potrzebny jest bodziec z zewnątrz. Ktoś kto sprawi, że to przybierze formę aktywną. Dla każdego z nas, bez wyjątku, jest tylko jedna, jedna jedyna, taka osoba na świecie. Szanse, że ją spotkamy sa znikome. To się jednak zdarza! Tacy ludzie gdy już dojdzie do spotkanie oddziaływują na siebie tak samo. Działają na siebie jak magnes. Nie ważne co ich dzieli, a może się okazać, że prawie wszystko, lgną do siebie. Stają się sobą na wzajem. Mają przed sobą bardzo trudne zadanie. Za żadną cenę nie mogą się stracić! Żadną! Od momentu kiedy się przenikną w ten magiczny wręcz sposób łączy ich coś takiego czego nie można rozdzielić! Nie ma na świecie takiej siły, która temu podoła.... - W jednej chwili cały zapał, energia z niej bijąca, wszystko zniknęło. - Jeśli popełnią ten błąd, błąd niewybaczalny, jeśli stracą się z oczu... - głos jej się łamał ale widziałem jak bardzo chce mówic dalej- staną się imitacją siebie. Karykatura bez ręki.. Nie można rodzielić duszy, czy jak to chcesz nazywać, nie okaleczając jej. Można funkcjionować osobno, ale nie posunełabym się do nazwania tego życiem...

Widziałem jak łzy napływaja jej do oczu ale była silna. Nie pozwoliła sobie na płacz. Po chwili odwróciła twarz w drugą stronę dając mi chwilę na zastanowienie. Wszystko o czym mówiła stało się dla mnie faktem. Prawie mogłem tego dotknąć. Tak jakbym od zawsze o tym wiedział ale za wszelką cenę wypierał ze świadomości. Nutrowała mnie jeszcze jedna rzecz...

- Ta osoba... - głos miałem niepewny ale brnąłem dalej. - która staje się swego rodzaju żywym zapalnikem naszej siły... to ta sama ktora przychodzi z tłumu aby zabrać nam polowe siebie?
- Oj, nie! - jestem prawie pewny, że się uśmiechnęła. Pokiwała głową jakby usłyszała jedno z seri pytań sześciolatka. - Ten, który wyłania się z tłumu to rozstanie, najgorsze wyjście. Zreszta, w ogóle, żadne wyjście. Skazanie się na agonie o przedłużonym działaniu.
- Pewnie nie chcesz o tym rozmawiać.. - zacząłem obawiając się trudnego, niebezpiecznego tematu. Szybko mi przerwała.
- Gdybym nie chciała, nie wspomniała bym o tym.
Fakt. Przeżyłaś coś takiego prawda? Ktoś to w tobie obudził, wyzwolił w tobie coś tak niezwykłego..

Skineła tylko głową, a po jej policzku spłynęła łza.

- Sama myśl o tym uczuciu mnie przeraża. Warto kochać tak bardzo by ryzykować możliwości cierpienia, które widzę w twoich oczach?
- Oczywiście, że wato! Za nic nie oddałabym tych dwóch lat. Jak wielu z nas może powiedzieć : „Byłam/byłem szczęśliwy!” ?? Choć przez chwilę. Przy tym nie naginając prawdy. Sam przyznaj ? - nie czekała na odpowiedź, była pewna – Ja mogę. Niestety popełniłam błąd niewybaczalny, a teraz pokutuję. Takie są zasady. Minęły już cztery lata...
- Musiał szaleć na Twoim punkcie.. - zastanawiałem się jak jakiś facet mógł zrezygnować z takiej dziewczyny. Co mogło się przydarzyć aby rozłączyć ją i jej wybranka, w niej nadal płoneła miłość...
-To ja zwariowałam na jej punkcie. Szaleję do dzisiaj... Może nawet szalęństwo mnie zgubiło.- wstała i niespiesząc się odeszła.

Nie poszedłem za nią. Wiedziałem, że tak musi być. Zanim dotarło do mnie znaczenie jej ostatnich słów była już daleko. Jej cień majaczył gdzieś między drzewami. Zostawiła bez odpowiedzi tyle pytań.
Wtedy widziałem ja po raz ostatni.



***


Nikt ze znajomych nie wiedział co się z nią stało. Plotki krążyły różne. Bo kto przerywa studia na rok przed obroną pracy magisterskiej ? Zwłaszcze kiedy jest takim pasjonatem...
Przez jakiś chcas chciałem ją odnaleźć. W dzieknacie jednak nie udzielono mi żadnych informacji na jej temat. Innego źródła wiedzy nie miałem. Zbyt popularne nazwisko, niewyszukane imię. Tak drestycznie kontrastujące z jego posiadaczką.
Jednego byłem pewien. Gdziekolwiek była, ktokolwiek ją spotkał widział w niej miłość. Żywą i rozdzierającą. Zmarnowaną w sposób niewybaczalny. Może tak jak nie potrafiła pozwolić mi się poznać, nie potrafiła jej okazać. Szaleństwo bywa zgune...



by fidzia | 2007-09-07 02:15:11 | skomentuj! (2)

-Panie doktorze!
-Tak?
-Doktorze...
-Słucham...?
-Ja... gotowa jestem wyznać swoje grzech.
-Słucham?! Jestem tylko doktorem!
-Niech pan mi nie przerywa! Musze! Tu.. i teraz.Nie.. Teraz! Obojętnie gdzie! Niech pan zapisuje i potem pójdzie z tym do księdza, a rozgrzeszenie wyślijcie mi pocztą! Niech pan zatka uszy i śpiewa! Na miłość boską, coż pan robi taką minę?! Niech pan w ostateczności robi co chce tylko pozwoli mi mówić.

Ten głos...obrzydzenie. Podeszła do mnie. Położyła opuszki swoich długich i przerażająco chudych palców na moich ustach. Jakie one były zimne! Dreszcz znokałtował mnie. Nie zareagowałem. Objeła panowanie nad sytuacją. Zapanowała nade mną. Mój gabinet mnie zdradził.

-Chce opowiedzieć panu historie mojego życia. Przecież o to chodziło od początku. Sam się pan prosił. Ostrzegałam. Teraz zachowuję się pan jak gówniarz. Jesteś gówniarzem, wiesz? Przez ostatnie tygodnie żyłeś w niepewności. Tajemnica pociąga. Przed zaśnięciem wyobrażełeś sobie co też mogę przed tobą ukrywać. Planowałeś jak to korzystając ze swych niezaprzeczalnych talentów, które wmówili Ci na tej waszej, pożal się bożę, uczelni, zgłebisz moje myśli i uratujesz od zgubnego losu... Teraz masz szanse. Stoje przed toba, w twoje twierdzy, gotowa wyznać ci wszystkie grzechy , a ty... boisz się tego co uslyszysz. Rozczaruję cie, czy przerosne oczekiwania i sobie nie poradzisz? Najgorszy koszmar grzecznego chłopca...

Złapała mnie mocno za kark.Zbliżyła swoje wrgi do mego ucha jak namiętna kochanka , która chce szeptać swemu partnerowi slowa zbyt odważne by wypowiedzieć je patrząc w oczy. Westchneła. Tylko...
Wiedziała o mnie więcej niż ja o niej. Moje studia, tytuły, nagrody.. wszystko wydało mi się śmieszne. Bałem się. Naprwdę się bałem. Podrecznikowa wiedze nie podsuneła żadnego rozwiązania. Nawet niewyraznej podpowiedzi. Bałem się jednak nie tylko o to, że nie wiem jak jej pomóc.
Od czterech tygodni i pięciu dni widywałem ją regularnie. Cześciej niż tego chciała. Rzadziej niż byłem w stanie to znieść. Każda sesja wyglądała tak samo. Półtorej godziny moich pytań brzmiących jak natrętna mantra i cisza zamiast odpowiedzi. Za każdym razem z nadzieją, po piętnastu minutach wiedziałem, że znów poległem. Za każdym razem większą przyjemność sprawiało mi oglądanie jej ciała. Znałem doskonale linie jej szyi, zagłębienie poniżej kciuka, powstające gdy nerwowo zaciskała ręce, bezkres pustego, obojętnego spojrzenia, którym okazywała mi najwiekszą pogarde.Stała się bliska. Jakby moja własna. Bałem się bardzo.
Odsuneła się tak szybko jak podeszła. Poczułem ulgę i potworne rozczarowanie. Nie zauważyłem kiedy usiadła na fotelu pod oknem. Probowałem odgadnąć co obserwuje gdyż jej twarz wyrażała zainteresowanie i zdziwienie. Nie obserwowała nic. Patrzyła przed siebie.

-Co tu robię, co robię...- nie mówiła , łkała - robię tu. Tu nic... Tyle tyle tam. Nic, teraz nic. Nic... - trwało to chwilę. Uspokoiła się. Nadal nieobserwując.

Dotarło do mnie jak zachwouję się od dłuższej chwili. Pozwoliłem mowić, rządzić, płakać, uciekać. Wszystko bez najmniejszej reakcji. Już chciałem przerwać ten trans. Zareagować. Zrobić to co do mnie należało. Wszystko naprawić.

-Urodziłam się 20 lat temu. To bardzo dawno. 20 lat płynie wolno, czas się dłuży... - głos miała odmieniony. Był ochrypły, ale odurzająco kojący.Nie skażony obrzydzeniem. Taki mogła miec nacodzień. Do tej pory słyszałem tylko jak wypowiada swoje nazwizko. Nazwisko, które powtarzałem każdej nocy. Zapragnąłem znów je usłyszeć.
-Kim jestes?!
-Nikim.
-...
-... Chcesz? Opowiem Ci jak to jest...
by fidzia | 2007-09-05 00:37:34 | skomentuj! (2)
Nie, nie to nie będzie krzyk...


RATUNKU!!!



by fidzia | 2007-09-04 23:28:07 | skomentuj! (0)

Smród palonego materiału.
Papierosa nie trzyma się w roztrzęsionych dłoniach.
Tego się nie robi.
Wiem. Doskonale wiem, że nie lubisz gdy moje włosy pachną dymem. Dlatego szybko strzepuję popiół z sukienki...i zaciągam się mocniej. Jeszcze raz. I znów. To co, z tego, że nie lubisz?! Co ?!Czy choćraz usłyszałam pytanie co ja lubię?! Ostatni raz i...... odrarzajcy smak filtra. Najtrudniej powiedzieć komu na złość.
Złość. Załość. Prawie to samo.A dziura w sukience zostanie. W zielonej sukience, którą tak lubisz.Tak, lubisz.Bardziej niż mnie kochasz.Papierosa nie trzyma się w niekochanych dłoniach. TO kończy się dziurą. Nie, nie w sukience.

by fidzia | 2007-06-08 20:13:21 | skomentuj! (3)
Dla Ciebie...

Mam na imię Paulina. Rzuciłam świat żeby nadal móc kochać... Dryfuje po nieznanym z własnym ciałem jak wrogiem, którego oddech zawsze czuję na karku...

by fidzia | 2007-01-31 23:46:35 | skomentuj! (0)
Przypomniało się
O poranku budzi mnie chłód i zapach wschodzącego słońca. Mocno zamykam oczy. Nie chcę zobaczyć pustego miejsca obok mnie. Zasłuchuję się w ptasią rozbudzankę. Zapamiętuję sny. Jakbym wierzyła, że to pomoże im się spełnić. Wyobrażam sobie Twoja twarz na mojej zmęczonej poduszcze. Twój miarowy oddech i kojący rytm serca. Czułą myślą pieszczę Twój obraz. Kształt Twoich ust. Spod zaciskanych ze wszystkich sił powiek spływają łzy.

W pośpiechu łapię smycz i wyprowadzam na spacer pokaleczone myśli. Psa biorę przy okazji. Rosa łasi mi się do stóp. Wiatr wplata we włosy. Ogarnia mnie cisza. To w niej i z niej rodzą się pragnienia. Otwieram oczy i widzę świat stworzony tylko po to by móc w nim spotkać Ciebie. By spełniały się sny. Wychodzę Tobie i im na przeciw.

Zatracam się w Twoim uśmiechu. Szukam swojego odbicia w Twoich oczach. Czuję Twoj oddech na spragnionych wargach. Opuszkami palców dotykam Twojej rozpalonej skóry. Twoje dłonie, usta... przenika mnie dreszcz. Twoj smak i zapach są jak narkotyk. Uwielbiam Tobą pachnieć. Tobą pachnie szczęście.

W objęciach deszczu wracam do mej intymności. Znienawidzonego ze sobą sam na sam.

Późnym wieczoram otulam się kołdrą. Pokój wypałnia ciemność i strach. Że jesteś tylko wytworem mej wyobraźni. Znów zaciskam mocno powieki. Czuję Twoją obecność. Bicie Twego serca kołysze mnie do snu. Zasypiam bezpieczna.


Nadal tak aktualne...
by fidzia | 2007-01-31 23:40:05 | skomentuj! (1)
...utkam nowe marzenie....

pozwól mi znów marzyć o tym co ma być. pozwól by me sny spełniały się jak dawniej i by zniknął cały strach.
zaufaj mi, a wymarze nasze szczescie, takie pełene by już niczego nie było brak, niczego żał ,niczego wstyd...

...utkam nowe marzenie, odpłyniemy w nim znów...


by fidzia | 2006-12-10 21:08:08 | skomentuj! (0)
ZNIKAM

bądź szczęśliwa...
by fidzia | 2006-11-02 12:08:34 | skomentuj! (4)
Nikt nie chce znać smaku łez.

...bo to wszystko nie tak, nie tak, nie tak...

W próżnie się udaję. Tesknić za Tobą po cichu. Znosić pożar duszy i ocean łez. Moja samotność musi dać się pokonać. Jak czas, jak los, jak świat...
Ze smutkiem jak z kotem na kolanach odchodzę by być bliżej. Mimo, że nie rozumiesz. Mimo, że nie umiem znieść.
Boję się, że zgubiłam trop.

...miał być raj, miał być cud i ćwiartka na popicie...

Ból, który powinien zabijać okazał się tchórzem!

by fidzia | 2006-09-29 23:29:12 | skomentuj! (1)
bardzo bardzo inaczej

Mam na imie Paulina. W 2006 roku zdałam maturę oraz zakończyłam edukację w szkole średniej. Obecniej jestem studentką pierwszego roku Medycyny Weterynaryjnej we Wrocławiu.
(tak o to właśnie zakończył się najpiekniejszy okres w moim życiu)
Jestem uzależniona od miłości.

by fidzia | 2006-09-17 18:06:59 | skomentuj! (4)
Zniknęłam.

Nie ma mnie. Dla nikogo.
Niczego od niekogo nie oczekuję.


Dzielą nas miliardy świetlnych lat.




by fidzia | 2006-06-05 23:23:57 | skomentuj! (5)


źle zimno pusto.

zabierz mnie stąd i schowaj w swoich ramoinach w swojej czułości

ja się boję. ja krzyczę.
spalam się

nie pozwól mnie skrzywdzić

by fidzia | 2006-05-18 23:33:24 | skomentuj! (1)
Obcy mur z obcym murem graniczy.

Tam gdzie miał stać mój dom rośnie już zielona trawa.
Ziemie ktoś murem na dwoje podzielił.
Nie tam Twój słychać śmiech.

by fidzia | 2006-05-10 22:21:47 | skomentuj! (1)
Przyjdź.

Od wczoraj boję się ciemności.
Gdy zapada zmrok z samotności zjawia się. Wchodzi wulgarnie, po swojemu. Pachnie potem i piwem. Jego oddech porównywalny do krzyku. Niewidoczny, jak ból. Jak ból- intensywnie zbyt zaznacza swoją obecność. W pułapce, pod własnymi powiekami, nie mam dokąd uciec.
Słony smak słodkich łez, skazitelnie gorzki się stał.
Ze skazą na duszy przez noc. Co noc w noc jak w strach ze strachem w oczach. A po nocy przychodzi noc. A po nocy przychodzi obłęd. A po nocy przyjdź.
Od wczoraj boję się ciemności.
Od wczoraj minęło osiem lat.

by fidzia | 2006-05-07 10:25:09 | skomentuj! (2)
Wieczorem na łące też jest zielono...

-Niesłychane. Zupełnie niesłychane.
-Nie... nie rozumiem.
-Czy to wszystko przydarzyło się naprawdę?!
-Tak. Doprawdy nie rozumiem o co Panu chodzi?
-Jest Pani pewna, że to była miłość?
-Już Panu mówiłam: niebotyczna, lawendowa miłość z dodatkiem lodów, o smaku szczęścia, z bakaliami...

Pacjętka ma halucynację i popada w ciężką paranoję. Podejrzewa się,że wyimaginowane(jak udowodniono nakowo niestniejące) uczucie jest skutkiem ubocznym złej diety i złego prowadzenia się. Może być niebezpieczna i szerzyć herezję. Podczas terapii poleca się ostrożność i stosowanie stoperów.

-Mam tylko jeszcze jedno pytanie. Zupełnie prywatnie... Czy Pani uważa, że to nie mineło? Że trwa?
-To też już Panu tłumaczyłam. NA ZAWSZE. -w kaftanie, ze związanymi rekawami i miłościa w oczach wraca do szpitalnej sali.

***

Bo ja wierzę w to co niemożliwe.
Bo kocham Cię nieprzytomnie...


by fidzia | 2006-03-28 22:47:04 | skomentuj! (2)
Bo musi być.

Zabiorę ze sobą Twój strach,
Na drugą stronę powiek.
W marzeniach zgubię go
I obie nas wyzwolę.

Nie bójmy się dotykać dna.
W jego jasnym cieniu
Wpadniemy znowu w życia szał,
Oddamy się spełnieniu.
by fidzia | 2006-02-25 22:21:13 | skomentuj! (1)
Bo dobrze mi bardzo tak.

Kiedy to było?
Że czas nie był zły,
Że żyli ludzie,
Byli szczęśliwi-
Ludzie tacy jak my.

Świty witane
Śpiewem słowiczym,
Żegnane szeptem Twym.
Wieczory wspólne i zakochane,
A my zagubieni w tym.

Przyszłość widziana
W takich kolorach
Pozwala przetrwać, być.
Niczego więcej w życiu nie szukać.
Na Ciebie czekać i śnić.

by fidzia | 2006-02-22 21:06:57 | skomentuj! (0)


-Jak to jest być do niczego?
-Chcesz, mogę Ci opowiedzieć...

by fidzia | 2006-02-14 21:09:30 | skomentuj! (6)
Tytułu nie ma.

Niepokojem powszednim karmieni,
tak ku sobie spieszymy bez tchu,
po drodze zwątpień, poświęceń kamieni,
potykamy się w walce o ruch.
Tak trwamy bezradni bez siebie
z nadzieją, że może, że już.
Wierzymy, że będzie ciut lepiej,
gdy będziemy przy sobie, tuż.
Potem razem, we dwoje, statecznie-
na wakacjach i w Pile, i w Krzyżach.
Wątpimy w swą miłość odwieczną,
zabijamy nadzieję na przyjaźń.
Bo tak łatwo pokochać, polubić,
niebotyczne wyznawać uczucia.
Potem miłość i wiarę tą zgubić
w codzienności złego przeczucia.

by fidzia | 2006-02-11 19:30:45 | skomentuj! (3)
...Ja nie chcę wiele- Ciebie i zieleń i żeby sercu było bezpiecznie...

(...)
- Czy te krzyki w nocy, ... czy to z powodu koszmarów?
-Nie... Nie, nie, nie! To krzyczy Miłość! Tak, Miłość...
-Chyba nie rozumiem. Miłość ? Jaka miłość? I, na litość boską, czemu ona krzyczy?!
-Idealna Miłóść. Krzycz bo została zamknięta.
-...
-Zamknięta we mnie...
(...)
by fidzia | 2006-02-11 13:29:46 | skomentuj! (4)
"Jestem zupełnie przytomny..."

Za dużo nieprzespanych nocy.
Za dużo bolesnych myśli.
Za mało nadzieji.
Za mało wiary w marzenia.

Za mało mnie.

Ale to już było. KROP.

Teraz wracam do moich łąk pełnych snów i motyli. Chcę czuć motylę. Chcę czuć lawendę. Tonąć w Tobie, szaleństwie i miłości. Zachłysnąć się i zatonąć. Żeby nikt mnie nie znalazł...

"Jesteś Jedyna. Ta chwila jest jedyna. Nie wróci nigdy, jak wszystko. Raz tylko się istnieje i musi spełnić się wszystko, co spełnić się miało. Inaczej jest to zbrodnia zatrówająca swoim jadem nieskończenia. Pocałuj mnie. Ja nie śmiem..."

W Tobie, z Tobą. Zniknąć. Całemu światu.

"Ty mi dałaś siłę do pokonania wszystkiego..."
Nawet mojej własnej beznadziejności. Dziekuję.

Już zupełnie przytomna, dzięki Tobie, biegnę po nasze szczęście. Po drodzę zgubię nasz lęk...

by fidzia | 2006-01-23 21:37:51 | skomentuj! (6)
Strach ma wielkie oczy i niskie czoło.

Noc, dzień, noc, dzień -- z zatartą granicą snu.
Śnieg, szaro, przykro. Styczeń jako początek i ... Początek pachnący strachem. Zegar tyka żałośnie i beznamiętnie. Intonuje ciche "bli-żej, bli-żej..." Na małych skrawkach papieru pojawiają się niezrozumiałe cyferki. Jak małe symbole śmierci. Świat oddycha jednogłośnie, nie zauważa poległych oddechów. Zagłusza ciche skamlenie o pomoc. Era silniejszych.

Noc, dzień, noc, dzień -- pomiędzy jawą i snem.
Bezkrwawa walka zajmuje mnie. Znad kosy uśmiecha się los. Ironicznie, dobrodusznie, pociągająco. Głaszcze moją dłoń. Jeszcze nie podjął decyzji... Ból umacnia mnie w postanowieniu. Cholernie trudny charakter mam. Miłość jak środek przeciwbólowy pozwala mi trwać. Zakochane , nieświadome serce marzy... A do marzeń się dąży. Za wszelką cenę.


I tylko w samym środku nocy zimny strachu dreszcz nie daje mi spać. Samotność i mrok potęgują uczucie przerażenia. Jak w nic, w siebie zapadam się. Jakby kończył się sen.


Siądź z tamtym mężczyzną
twarzą w twarz,
kiedy mnie już nie będzie.
Spalcie w kominie
moje buty i płaszcz,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie oszukuj mile
uśmiechem, słowem, gestem,
dopóki jestem, dopóki jestem...

Dziel z tamtym mężczyzną
chleb na pół,
kiedy mnie już nie będzie,
kupcie firanki, jakąś lampę i stół,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie zabawiaj smutnie
uśmiechem, słowem, gestem,
dopóki jestem, dopóki jestem...

Płyń z tamtym mężczyzną
w górę rzek,
kiedy mnie już nie będzie,
znajdźcie polanę, smukłą sosnę i brzeg,
zróbcie sobie miejsce...

A mnie wspominaj wdzięcznie,
że mało tak się śniłem,
a przecież byłem, no przecież byłem...

Po cichutku nucona dotąd piosenka. Czas nadał jej sens.

by fidzia | 2006-01-14 22:07:55 | skomentuj! (5)